seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, konto: @poruta_
Znalezienie stolika w pubie Pod Trzema Miotłami było, jak szukanie igły w tonie siana, a jednak los był dla Wendy i George'a bardzo życzliwy, bo po kilku minutach wypatrzyli miło wyglądające miejsce w rogu lokalu. Wendy polubiła lokal od pierwszej wyprawy do Hogsmeade, na trzecim roku. Było ciepło, przyjemnie i głośno, a Madame Rosmerta była jedną z najmilszych czarownic, jaką poznała. Teraz jednak, gdy George Weasley siadał naprzeciwko niej, czuła, jakby miała westchnąć z zadowoleniem, bo pokochała to miejsce na nowo.
Zdecydowała się na ulubione piwo kremowe z imbirem i cynamonem, a gdy chłopak poszedł złożyć zamówienie, zaczęła nerwowo stukać paznokciami o stolik. Nie zrobiła jeszcze z siebie kretynki ani nie wyszła chyba na totalną psycholkę, więc miała nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Gryfon wrócił z dwoma kuflami spienionego napoju i ciastkami korzennymi na talerzyku. Poczuła przyjemne ciepło, widząc, jak uśmiecha się do niej. Czuła, że jego drobne gesty wykonane w jej kierunku uskrzydlają ją. Serce na samym początku biło jej, jakby chciało wyłamać wszystkie żebra, jednak teraz nieco uspokoiła się, dopuszczając inne myśli, niż te o tym, że jest na randce (a przynajmniej taką miała nadzieję) z George'em. Upiła łyk i zdziwiona zauważyła, że smak jest jakiś inny. Dużo osób twierdziło, że wszystko, co Wendy dodaje do piwa kremowego, zabija jego smak i wcale nie mijali się z prawdą, bo faktycznie próbowała to zrobić. Nigdy w stu procentach nie polubiła alkoholu, którym powszechnie się zachwycano. Wolała dodać do niego przyprawy i dopiero wtedy się nim zachwycać, ale w tej porcji coś wyraźnie było nie tak.
W pewnym momencie spojrzała na napój skrzywiona. Jej wzrok wyrażał pełne niezrozumienie, a sama była zmieszana do tego stopnia, że nie zwróciła uwagi na towarzysza, który walczył z potrzebą wybuchnięcia śmiechem. W końcu parsknął, a dziewczyna uniosła wzrok na rozbawionego sytuacją rudzielca.
— Daj temu moment — wydusił i zgodnie z jego zapowiedzią, po chwili Humphrey poszła para z uszu, a sama zesztywniała z ręką uniesioną, by poprawić pasmo włosów, które opadło jej na czoło. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, aż w końcu serdecznie się roześmiała. Mogła się tego spodziewać. Nie była gotowa akurat w tej chwili, ale Angelina mówiła jej, że może się spodziewać jakiegoś kawału. Doszło do niej, że przecież to numer stary jak Dumbledore.
— Eliksir pieprzowy? — spytała z uśmiechem błąkającym się po twarzy. Obłoki były mniej widoczne, za to policzki jej zaróżowiały. Co prawda odczuwała jak pali ją przełyk, a co jakiś czas buchają z boków głowy coraz mniejsze chmury białego dymu, co powinno dawać jej gwarancję, że właśnie to wlał jej do kufla jeden z bliźniaków, jednak wolała się upewnić. — Nie spodziewałam się tego — przyznała szczerze, zasłaniając uszy lokami, bo zdała sobie sprawę, że przynajmniej kilkanaście gości pubu mierzy ją zniesmaczonym wzrokiem. Niemal natychmiast jej policzki jeszcze bardziej nabrały kolorów.
— Tak, Eliksir Pieprzowy. Jesteś pierwszą dziewczyną, która reaguje na to śmiechem. — Wyszczerzył się w uśmiechu, a Wendy przekrzywiła głowę.
— A z iloma byłeś na rand... — zaczęła, jednak szybko się zreflektowała, co nie umknęło chłopakowi — ...spotkaniu?
— To moja druga randka. Na pierwszej byłem z Alicją, po Balu Bożonarodzeniowym — stwierdził, a nastolatka pokiwała głową. No tak. Dopiero po kilku sekundach pierwszego otumanienia doszły do niej faktyczne słowa Weasleya. Randka. Z nią. Prawie zachłysnęła się powietrzem, więc sięgnęła po ciastko korzenne z talerzyka, którego istnienie przez moment umknęło jej uwadze, jednak teraz okazał się wybawieniem. — Jeszcze można doliczyć McGonagall, ale z nią nie byłem na randce, tylko na pogadance razem z Fredem. Aż dziwne, że się nie zorientowała, że coś jej dolaliśmy do tego zielska na uspokojenie. — Wendy po szybkim zwizualizowaniu sobie opiekunki Gryffindoru w takim stanie, zaśmiała się miękko i przysłoniła twarz zewnętrzną stroną dłoni. George w tym czasie upił łyk własnego piwa kremowego. — A ty? Z iloma chłopakami się widywałaś? — Uniósł brew ku górze.
— Och, jesteś pierwszy. Tak... Chyba — odparła. Nie sądziła, żeby dla kogokolwiek było to większe zaskoczenie. W końcu nie była na tyle interesująca, żeby jej życie miłosne obfitowało w wiele związków. Żaden przedstawiciel płci męskiej nie był chętny na spotkanie z nią.
— Dziwne. Jesteś ładna — skwitował, a Wendy zrobiło się momentalnie gorąco.
***
Na dworze było jeszcze ładnie, kiedy o godzinie dwudziestej dwanaście wyszli przed pub Pod Trzema Miotłami. Słońce chyliło się w zastraszającym tempie ku horyzontowi. Promienie słońca leniwie wydłużały cienie budynków i smukłych drzew oraz z czułością grzały kark Wendy Humphrey, wyjątkowo nieopatulonego ciemnymi lokami. Jej kroki mieszały się z miarowym chodem George'a Weasleya, który specjalnie zwolnił, żeby dziewczyna nie musiała przyspieszać. Żywa dyskusja toczyła się na temat tego, czy uda im się wygrać puchar Quidditcha i ginęła w gwarze, który nadal panował na ulicach czarodziejskiej wioski. Wendy podobała się randka z George'em. Stanowczo.
— Żegnam miłą panią. — Skłonił się nisko George, gdy byli już w Sali Wejściowej, a Wendy zachichotała i gdy się wyprostował, przytuliła go krótko, spontanicznie, jakby bała się konsekwencji tego czynu. Chciała być na tyle odważna, żeby spytać o kolejne wyjście. Chciała, żeby odwzajemnił jej uścisk, chociaż nawet nie dała mu ku temu okazji. Miała nadzieję, że pokłady jej nieśmiałości względem chłopaka w końcu wygasną, jednak w tym momencie dały o sobie znać.
— Dziękuję za miłe wyjście — powiedziała szybko, odsuwając się dwa kroki do tyłu. Czuła, że motyli w jej brzuchu robi się coraz więcej, więc odwróciła się na pięcie i ruszyła ku Wielkiej Sali, licząc, że tam znajdzie przyjaciółki. — Pa, George — rzuciła jeszcze przez ramię. Naprawdę była zadowolona jak nigdy, mimo że z jej uszu nadal buchały kłęby białej pary raz po raz.
Nie no, przeginka. Jak można było opisać tylko samą randkę? Mam niedosyt jak stąd do Doliny Godryka!
Sama randka bardzo fajna, dobrze się bawiłam, czytając ten tekst. Wendy nie jest przerysowana i po prostu uwielbiam tę jej dziewczęcą niezdarność i ślepe zauroczenie bliźniakiem. Pomysł z dolaniem dziewczynie eliksiru iście bliźniakowy! Nikt normalny by się na to nie odważył, i to na pierwszej randce! Chyba że George (albo Fred^^). Końcówka ładna i w sumie chyba każdy by się odnalazł w reakcji Wendy. Sama wielokrotnie miałam tak, że tyle chciałam zrobić i tyle pokazać, a nic kompletnie z tego nie wyszło, bo przeszkodziło mi zażenowanie, wstyd albo nieśmiałość.
Bardzo podoba mi się, że dalej piszesz i że Twoja historia jest taka normalna, ciepła. Każdy jeden by się w niej odnalazł, bo postacie są bardzo realne, a stworzyć takie, to niezła sztuka